Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "recenzja". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "recenzja". Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 grudnia 2014

Icewind Dale: Enhanced Edition, czyli gra w sam raz na zimę.

Ostatnio naszło mnie na zagranie w jakiegoś erpega. Po długim namyśle, padło na Icewind Dale w nowej, rozszerzonej edycji, która to miała niedawno premierę. Był to mój pierwszy dłuższy kontakt z tą serią. Kiedyś grałem w jedynkę, ale jedynie żeby zobaczyć, co to takiego. Nie przypadła mi do gustu konieczność wykreowania swojej drużyny i brak możliwości rekrutowania wymyślonych przez autorów towarzyszy. Zawsze wolałem tego typu erpegi, nastawione na fabułę i ciekawe przedstawienie grupy bohaterów o różnych charakterach.

poniedziałek, 15 września 2014

Divinity: Original Sin, czyli złote dzieci Kickstartera

Graliście już w nowe Divinity? Ja miałem na razie nie grać. Chciałem odpuścić sobie ten tytuł w ramach protestu wobec kompromitującej postawy polskiego wydawcy - ciągłych przekładań premiery zarówno samej gry, jak i jej polonizacji (a angielski w D:OS jest dosyć trudny). Ale cóż zrobić, ciężko o silną wolę, jeśli uwielbia się erpegi i debiutuje TAKI tytuł. Tym bardziej, gdy znalazło się partnera do trybu kooperacji. Chwilowe zawieszenie broni z CDProjektem skutkowało zniknięciem nieco ponad 50 złotych z mojego portfela, a ja zabrałem się za instalację ufundowanej na Kickstarterze produkcji.

sobota, 2 sierpnia 2014

Deus Ex: Human Revolution, czyli udany powrót.

Każdy ma takie gry, w które ciężko jest się wkręcić. Słyszałeś o nich wiele dobrego, chcesz zagrać i choć dajesz im raz za razem szanse - po prostu nie idzie. Ja miałem tak na przykład z Final Fantasy VII. A z nowszych tytułów: z Deus Ex: Human Revolution. Uwielbiam oryginalnego Deusa, przeczytałem wiele pochlebnych opinii o najnowszej odsłonie, ale w każdej próbie zagrania coś mnie zniechęcało do dalszej zabawy. Jeśli dobrze liczę, teraz rozpocząłem grę po raz piąty. I nareszcie się wkręciłem. Bardzo się z tego cieszę, bo Human Revolution jest po prostu świetne.

środa, 18 czerwca 2014

Still Life, czyli nierówna przygodówka.

Przepraszam, że po takiej przerwie. Nie wiem jak często będą pojawiać się nowe teksty. Mogę tylko obiecać, że jeśli kiedyś z własnej woli postanowię przestać pisać bloga, to na pewno wcześniej o tym poinformuję ;)

W Still Life chciałem zagrać od dnia premiery. Przygodówka w klimacie ponurego thrillera stworzona przez Microids - co mogło tu pójść nie tak? No, nie ukrywajmy, przy takiej tematyce okazji do potknięć czyhało na twórców aż nadto, jednak opinie graczy i recenzentów były pozytywne. Ostatecznie grę nabyłem parę lat po premierze, wraz z kontynuacją w jakiejś taniej serii w hipermarkecie, ale niestety nijak nie udało mi się jej uruchomić nowym systemie. Precyzując: uruchomić się dało, ale grać bez poważnych błędów graficznych już nie. Nie pierwszy raz z pomocą przychodzi dziś GOG - wreszcie miałem okazję zagrania w Still Life'a bez większych przeszkód, choć i bez polskiej wersji językowej.

czwartek, 27 lutego 2014

Spec Ops: The Line, czyli mocna rzecz.

Są gry, które przechodzą bez należytego echa. W mijającej generacji na myśl przychodzi mi na przykład fantastyczne pierwsze The Darkness. Produkcja Starbreeze zebrała dobre recenzje, ale wielu graczy szybko o niej zapomniało. A niesłusznie! Unikalna rozgrywka, niezapomniany klimat i co najważniejsze - znakomita fabuła. Szwedzi dostarczyli wtedy drugiego, po Kronikach Riddicka z pierwszego X-a, killera. Albo takie Brothers in Arms: Hell's Highway. Graliście? Ja podszedłem do tego tytułu nie nastawiając się na nic szczególnego. Pierwsze BiA skończyłem nieco na siłę, irytując się co i rusz na kompletnie zepsute hitboksy czy powtarzalność misji. Owszem, fabularnie było nieźle i tylko dzięki historii w miarę dobrze wspominam Road to Hill 30. A Hell's Highway, które wielu odpuściło sobie po zrażeniu się pierwszą częścią, naprawiło rozgrywkę i do tego zafundowało graczom jeszcze lepszą, dojrzałą opowieść.

piątek, 14 lutego 2014

Sleeping Dogs, czyli kawał dobrej gry.

O Sleeping Dogs słyszałem różne opinie i właściwie od premiery miałem ją na liście "zagrać kiedyś, jak będzie okazja". A taka okazja nadeszła i to dwukrotnie. Na przestrzeni jakiegoś tygodnia aż dwa razy można było tę produkcję zgarnąć za bardzo przystępną kwotę. Bodajże 1,5 funta za wysoko oceniany tytuł z połowy 2012 roku - strach nie brać (choć przy pierwszej promocji trzeba było mieć nie lada refleks, bo najwyraźniej sklep zrobił z taniego Sleeping Dogsa przynętę, wielu ledwo się zarejestrowało na stronie, by sklep podniósł cenę). Postanowiłem nie odkładać Piesków na później i z miejsca zabrałem się za tego sandboksa w azjatyckim klimacie. (A potem zapomniałem o dokończeniu tego wpisu i zrobiłem to dopiero teraz, stąd mamy klasyczną podróż w czasie ;) )

poniedziałek, 13 stycznia 2014

W co-opie: Portal 2

Portal - to dopiero była niespodzianka! Niepozorny tytuł z Orange-Boksa przyćmił dla wielu nawet drugi epizod Half-Life'a 2... Gra urzekająca tym, że była pod każdym względem inteligentna. "Nic dziwnego, to gra logiczna"? Owszem, zagadki wymagały uruchomienia szarych komórek. Ale inteligentna była fabuła, klimat, Glados. Przy całym wszechobecnym absurdzie, świat gry zwyczajnie pochłaniał. Grało się w to z uśmiechem na ustach, a człowiek cieszył się, zauważając każdy ukryty smaczek. Przy ogromie zalet, Portal miał jedną wadę - zbyt szybko się kończył.

środa, 18 grudnia 2013

The Walking Dead S2 - Pierwszy odcinek, pierwszy zawód

(Brak fabularnych spoilerów)

Z niecierpliwością oczekiwałem drugiego sezonu Truposzy. "Egranizacja" The Walking Dead zwyczajnie mnie ujęła. Nie oczekiwałem niczego szczególnego, a dostałem kapitalną grę, która jednocześnie była uroczym prztyczkiem w nos scenarzystów z Quantic Dream. Panowie z Telltale pokazali, że można zrobić specyficzną przygodówkę bez uciekania się do kiczowatych zwrotów akcji i kopiowania kolejnych do bólu naiwnych postaci. Jednak o pierwszym sezonie już tu kiedyś pisałem.


piątek, 6 grudnia 2013

Football Manager 2014 - moje wrażenia.

Duży patch ze zmianami w silniku meczowym, mniejsze aktualizacje naprawiające błędy, a co najważniejsze pozytywne opinie osób, na których zdaniu można polegać - oznacza to, że z czystym sumieniem można dać szansę kolejnej odsłonie Football Managera. W sumie duża w tym zasługa faktu, że niewiele innych, nowych gier odpaliłoby się na moim mocarnym sprzęcie, konkurencja więc zdecydowanie zmalała. Do czternastki podchodziłem jednak z dużym dystansem, ale po pierwszych dniach zabawy wrażenia mam całkiem pozytywne.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Gothic 3, czyli jak zaliczyłem glebę.

Pamiętajcie, że są to bardzo pierwsze wrażenia - tak pierwsze, jak tylko mogły być.

Ech... Najwyraźniej szczęście do wyboru gier mnie ostatnio opuściło. Najpierw absolutna katastrofa w postaci polskiej gry Alien Rage. A ja naiwnie liczyłem na coś na poziomie Hard Reset. Później była taka jedna gra, która parę lat temu miała udane demo. Okazało się, że na demie powinienem skończyć, ale o niej może jeszcze będzie. W sumie jak się zbierze więcej crapów to pewnie znajdzie się miejsce i na kilka zdań o Alien Rage. Następnie skaszaniona pecetowa konwersja Deadly Premonition wspomniana w poprzednim wpisie. Postanowiłem więc przypomnieć sobie Thiefa, jednak na Windows 7 moja wersja niestety się sypała. Tyle wtop, oznaczało to jedno. Nadszedł dobry moment na wisienkę na torcie - słynnego Gothica 3.

czwartek, 17 października 2013

Gothic - lepiej późno niż wcale

Co łączy Polaka i Niemca? Nie, wbrew pozorom to nie jest wstęp do jakiegoś dowcipu opartego na stereotypach. Polaka i Niemca łączy wielka sympatia do serii Gothic. Może z powodu nieco swojskiego klimatu? Nie wiem dlaczego, ale im dalej na zachód, tym mniej uwielbienia dla Gothica. Mam pewną teorię, ale o tym kiedy indziej.


wtorek, 24 września 2013

Co mi nie zagrało w GTA V

Ależ ja czekałem na GTA V. Uściślając, czekałem jeszcze kilka miesięcy temu. Ostatnio mój zapał na powrót do San Andreas podupadł, nie wiem nawet dlaczego. Wiedziałem, że to pewniak i na pewno będzie trzymał poziom, ale specjalnie żeby zagrać się nie paliłem. To znaczy: nadal wiedziałem, że kupię, ale nie przebierałem nogami na kilka dni przed premierą. Gdy w dniu 0 - Empik spisał się na medal - przyjechał kurier, odłożyłem GTA V na półkę by skończyć Diablo 3 na Inferno. Trochę z musu, bo zamierzałem dopiero po tym puścić diabełka dalej w obieg, ale fakt faktem - mając GTA V przechodziłem po raz -nasty Diablo 3 ;)

środa, 20 marca 2013

Mało znane: Gray Matter

Jane Jensen to jedna z moich ulubionych osób w przemyśle gier video. Zaczynała jako autorka scenariuszy do gier Sierry Online. Później miała nawet epizod jako voice actor, a w 1993 dostała szansę stworzenia własnej gry. Pewnie większość z Was kojarzy o jaką produkcję chodzi. Gabriel Knight: Sins of the Fathers. Jedna z najbardziej klimatycznych przygodówek w historii. Ja zagrałem w nią dopiero kilka lat temu i pamiętam, że tak się wciągnąłem, iż finałową sesję z pierwszym GK skończyłem dopiero nad ranem, co zdarza mi się bardzo rzadko. Zupełnie nie przeszkadzała mi grafika. Jedyny minus - elementy zręcznościowe. Dla mnie psujące klimat i po prostu irytujące.




Dwa lata później przyszła kontynuacja Gabriela - The Beast Within: A Gabriel Knight Mystery. Być może najbardziej kontrowersyjny następca przygodówki. W całości zrealizowany w Full Motion Video. Gra strasznie się zestarzała i przejście jej tak mnie zmęczyło, że nawet nie sprawdzałem trzeciej, ostatniej części Gabriel Knighta.

Potem Jane Jensen nieco zniknęła z pierwszej ligi osobistości gier video. Stworzyła kilka tytułów, o których wikipedia wie niewiele. "Urlop" Jensen trwał do 2010, gdy pojawiła się gra, o której traktuje ten wpis.

Gray Matter to klasyczna przygodówka point-and-click. Gra opowiada historię dwóch osób. Pierwsza z nich to Sam, młoda dziewczyna, której motor ulega awarii w okolicach Oxfordu. Druga z postaci to David Styles, profesor prowadzący pewne niezwykłe badania.




Profesor, przed pojawieniem się Sam, w tajemniczych okolicznościach stracił żonę i od tego czasu zmienił swoje spojrzenie na świat. Stał się zgorzkniałym samotnikiem. Sam ("TA" Sam, nie profesor) marzy o dołączeniu do Klubu Dedala, stowarzyszenia zrzeszającego magików.

To krótki opis dwóch bardzo ciekawych i złożonych postaci, ale o czym jest Gray Matter? W dużym skrócie, to opowieść o zjawiskach nadprzyrodzonych i... miłości. Najlepsze w fabule jest to, że z żadnym elementem nie przesadzono. Mało tego, w Gray Matter to "magia", a raczej iluzja jest sztuką logiki i konsekwencji pewnych działań, a to z pozoru matematyczne, profesorskie badania mają w sobie nadprzyrodzoną cząstkę!

Do tego gra ma jeden z najpiękniejszych wątków miłosnych, jakie widziałem. Jeśli ktoś ma duszę romantyka, to może w ciemno kupować GM. Mamy tutaj opowieść o miłości silniejszej niż śmierć, jednocześnie podaną w bardzo strawnej formie. Ba, powiem że przy wątku profesora i jego żony, aż się prosi żeby w tle puścić sobie motyw Deionarry z Planescape Torment. Niech to będzie wystarczająca rekomendacja.




Oprawa audio-video w grze na pewno nie kuleje, animację można by nieco poprawić, ale niespecjalnie to razi. Jeśli chodzi o rozgrywkę to zagadki są logiczne i dosyć proste (dużo łatwiejsze niż w Gabrielach). Mi to nie przeszkadzało, bo dzięki temu szybciej przechodzimy do kolejnych rozdziałów fascynującej fabuły.